Edmund Szwed: Elbląg potrzebuje dziś prezydenta-wizjonera, który porwie mieszkańców

O obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej Elbląga rozmawiamy z Edmundem Szwedem – działaczem społecznym, gospodarczym oraz kandydatem na prezydenta miasta w wyborach samorządowych w 2014 r.

Panie Edmundzie, żałuje Pan, że nie został prezydentem miasta Elbląga w 2014 r.? Było blisko, skończyło się na trzecim miejscu, choć dziś wiele osób uważa, że to Pan powinien wtedy wygrać te wybory.

Dzisiaj patrzę na to, już bez emocji, natomiast było to dla mnie cenne doświadczenie. Po raz pierwszy mogłem oglądać „od środka” przebieg całej kampanii wyborczej. Pracę innych elbląskich polityków, sztabów wyborczych. Widziałem, jak ta gra polityczna się odbywa, na jakich zasadach oraz jak jest niestety to gra brudna, nieuczciwa, pełna pomówień, ataków, braku szacunku dla drugiego człowieka. Dodam, że wiele wskazywało na to, że dla mnie druga tura była jak najbardziej realna, jednak sprawdziło się tu powiedzenie, że nieważne jest kto ile głosów dostanie, ważne, kto te głosy liczy, sporządza protokoły i drukuje wyniki wyborów. To był dla mnie szok! Po tych doświadczeniach, uzmysłowiłem sobie, że nazywam się Edmund Szwed, a nie …… Edmund Idiota.. Z perspektywy czasu, kiedy patrzę na to, co znów się dzieje w naszym mieście nie żałuję, że prezydentem nie zostałem. Ech…, tylko Elbląga i elblążan żal.

– Jak Pan obecnie ocenia sytuację polityczną w naszym mieście? PiS w Radzie Miasta ma większość 13 radnych, prezydent nie ma zaś właściwie żadnego wsparcia w Radzie Miasta.

– To klasyczna, patowa sytuacja, gdzie prezydent jest niejako zakładnikiem politycznej większości radnych z PiS. Obecny prezydent Elbląga, jest bezradny w swym działaniu. Od wielu miesięcy stara się dotrwać do końca kadencji, więc zmieniło się niewiele. Nadal rządzi miastem ta sama grupa osób, która wzięła władzę w mieście po udanym referendum w sprawie odwołania prezydenta Grzegorza Nowaczyka oraz Rady Miasta Elbląga. Tylko proszę zobaczyć, że znakomita część odwołanych polityków w referendum znów wróciła do samorządu i ma się dobrze. Dodam, że choć z tylnego fotela za wszystkim stoi i za sznurki pociąga poseł Jerzy Wilk, to dla PiS-u to też nie jest do końca sytuacja komfortowa. Brakuje im jednak ośrodka władzy, czyli prezydenta miasta. Natomiast sytuacja polityczna, jako całokształt w naszym mieście od lat się nie zmienia. Nadal rządzi nami „klasa próżniacza” zainteresowana jedynie udziałem w „dzieleniu kawałków tortu” i byciem przy władzy. Żadnych pozytywnych zmian dla Elbląga niestety od lat nie widzę i dopóki ta skompromitowana klasa polityczna nadal będzie sprawowała władzę w mieście, to optymistą nie jestem. Tu od lat wszyscy walczą ze wszystkimi o władzę.

– Według Pana, prezydent Witold Wróblewski słusznie nie otrzymał absolutorium? Pan by głosował za udzieleniem?

– Przede wszystkim to nie jest budżet, to „zlepek pionowo zestawionych liczb, które nie wiem czemu nazwano budżetem. Czy by władza przetrwała jeszcze przez kolejny rok? Dla Elblążan i Elbląga nic nie wnosi i nie zmienia ich obecnej, złej sytuacji. Wszystko! Absolutorium daje się za wykonanie budżetu. Tu nie rzecz idzie o budżet. Elbląska klasa polityczna, zarówno PiS jak i PO postanowili pokazać prezydentowi, gdzie jest jego miejsce i zapędzili go w kozi róg. Nie udzielając absolutorium mają w ręku konkretny bat na Wróblewskiego, czyli ewentualną uchwałę o referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. To ma bardziej nie tylko uzależnić Wróblewskiego od radnych PiS-u, ale i go upokorzyć. Pyta mnie Pan, czy głosowałbym za udzieleniem absolutorium? To byłoby dla mnie dylematem, gdybym był radnym, ale na szczęście nim nie jestem, więc dylematu nie mam. Przy okazji trzeba też zauważyć, że prezydent postępuje niekiedy dziwnie, zastanawiająco dziwnie, jak choćby przy sprawie łączenia szpitali miejskich, czym daje sam powody do ataków na siebie. Dziwny pośpiech wykazał prezydent, jak wskazywali „Elblążanie Razem” nawet manipulacja danymi finansowymi, aby tylko szybko połączyć oba szpitale, nie przysporzyło Mu zwolenników.. Pewnie wielu elblążan zastanawia, się o co tu chodzi. A jak nie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o pieniądze.

– Widać wyraźnie, że prezydent obecnie jest słaby brakiem wsparcia radnych. Jednak prezydent jest również bierny decyzyjnie, jak w przypadku afery z pobiciem wychowanka Domu Dziecka w Orkuszu czy samobójczej śmierci gimnazjalisty i tego, co z tą szkołą zrobił pewien portal i tzw. „redaktorzy portalu”.

Nieudolność i bierność w sprawach społecznych i gospodarczych miasta to domena naszego samorządu od wielu lat. Inwestycje, które się czyni, nie generują nowych miejsc pracy. Kolejni prezydenci nie rządzą miastem i jego zasobami, a jedynie administrują otrzymanym mieniem. Są to więc bardziej administratorzy niż prezydenci-gospodarze. Sprawy związane z tym, co działo się i dzieje z pobitym wychowankiem Domu Dziecka, czy ze sprawą Gimnazjum nr 2, to po prostu skandal. Na naszych oczach człowiek „do wynajęcia” kierujący portalem internetowym zrobił po prostu miazgę z dyrektor Gimnazjum nr 2, samej szkoły i nauczycieli. Przy całkowicie biernej postawie prezydenta miasta, radnych miejskich, organów ścigania. To po prostu nie mieści się w głowie, że wobec bandyckiego, bezczelnego ataku tego portalu, szkoły bronili jedynie jej uczniowie i absolwenci. Politycy, radni nabrali wody w usta, pozwolili na „lincz”. Co robiły władze miasta?A no, nic! Czy czekają na kolejne samobójstwo?

Czy nie ma Pan wrażenia, że obecnie doszło do pewnego klinczu decyzyjnego pomiędzy prezydentem, radnymi z PiS? Do czego taka sytuacja doprowadzi nasze miasto? Jest szansa na jakieś konstruktywne działania czy raczej będzie to zmierzało w stronę kolejnego referendum?

– Nie wiem w jaką stronę to będzie zmierzało i nawet mnie to nie obchodzi. Obecna klasa polityczna jest skompromitowana i umoczona w różne niejasne interesy i powiązania. Proszę zauważyć, że prezesa spółki EPEC bronili zarówno politycy PO jak i PiS razem! Co znowu wspólna sprawa,? Pytanie tylko czyja? Mimo jasnych i czytelnych zarzutów państwowych organów kontroli. Parlamentarzyści PO wywierali nawet na prezydenta miasta naciski, aby nie usuwał Łukasza Piśkiewicza ze stanowiska prezesa tej spółki. To jest chore, podejrzane, to wrzód, który toczy nasze miasto. Jeśli elblążanie sami tego wrzodu nie przetną, nic się nie zmieni na lepsze. Miasto toczy polityczna gangrena i zasada „TKM-u”.

Do tego dochodzi niezwykła wprost aktywność parlamentarzystów z PO i PiS, którzy mocno angażują się w sprawy miasta. Myślę tu o senatorze Jerzym Wciśle, poseł Elżbiecie Gelert i pośle Jerzym Wilku. Ostatnio cała trójka mocno broniła prezesa EPEC. W Elblągu dużo mówi się o układzie elbląskim, w którym uczestniczą politycy i prezesi spółek komunalnych.

– Mogę tylko powtórzyć za radnym Ryszardem Klimem, że mamy do czynienia w Elblągu z układem „spółkowo – politycznym”. Spółki miejskie padają łupem polityków. Nie liczy się interes miasta czy elblążan, ale partii politycznych i konkretnych osób. Chętnie spojrzałbym w te wszystkie zestawienia wydatków np. EPEC-u na promocję i reklamę. Czy tam pieniądze nie płynęły strumieniem na kampanie wyborcze i to polityków z różnych opcji politycznych? Teraz najgłośniej bronią prezesa EPEC-u Ci, którzy coś tam do ukrycia mają. W końcu o czymś to świadczy, gdy prezydent Jerzy Wilk chciał kupić obraz dla elbląskiego Muzeum, zwrócił się o pieniądze na zakup do dwóch miejskich spółek. Jak to określić, jak nie drenaż środków publicznych w doraźnych osobistych celach politycznych. Kolejny chory układ, to finansowanie przez EPEC stowarzyszenia EL-AKTYWNI, gdzie szefem tej organizacji jest prezes…EPEC-u. Czyli środki z tej spółki prezes wyprowadzał do organizacji pozarządowej, którą kieruje. Parasol ochronny zaś zapewnia portel.pl. którego redaktor naczelny też jest członkiem EL-AKTYWNYCH. Wydawca portel.pl natomiast publicznie „ baluje” z aktualną władzą z prezydentem na czele. Po prostu ręce opadają !!!

Czy Pana zdaniem prezydent Witold Wróblewski powinien otworzyć się na tzw. „środowiska obywatelskie”, które dziś nie mają swojej reprezentacji w Radzie Miasta Elbląga? Na przykład z Kazimierzem Falkiewiczem i Obywatelskim Elblągiem?

– Myślę, że to byłby ciekawy ruch ze strony prezydenta Wróblewskiego, bardzo mu zresztą teraz potrzebny. Jednak taka współpraca musiałaby się opierać na partnerskich, jasnych zasadach. Na pewno, co pokazały wyniki ostatnich wyborów samorządowych, komitety obywatelskie mają szansę stać się realną siłą w naszym mieście, jeśli zaczną działać razem, wspólnie.

– Jak Pan ocenia działania partii politycznych w naszym mieście?

– Oceniam bardzo negatywnie. Partie polityczne walczą o swój stan posiadania, co pokazała sprawa EPEC, który należy się niejako Platformie Obywatelskiej. Znowu to, co wyczyniał w MPO Jerzy Wilk pokazuje, że ta spółka jest w kręgu zainteresowania PiS. Obecnie spółka nie ma dyrektora. Na co czeka prezydent Wróblewski z ogłoszeniem konkursu? Czyżby na odpowiedniego kandydata z rekomendacji PiS-u? Powtórzę za radnym Ryszardem Klimem, że w mieście rządzi układ polityczno – spółkowy, a miasto i mieszkańcy są sprawą naprawdę drugorzędną. Liczy się władza, stanowiska, własne korzyści. Tak to my – elblążanie miasta nie odbudujemy i nie uzdrowimy, nie odcinając od władzy skompromitowanych polityków. Oni, zajęci walką o wpływy polityczne, już dawno oderwali się od elbląskiej rzeczywistości i problemów zwykłych elblążan.

Ostatnio portal Bogaty Elbląg wręcz wezwał Pana do wzięcia odpowiedzialności za miasto i utworzenie formacji „Elbląg od Nowa” – jak Pan się zapatruje na takie działania? Ma Pan chęć i siły wejść jeszcze raz w elbląską politykę?

Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł, zwłaszcza zapowiedź powstania formacji „Elbląg od Nowa”. Zgadzam się, że ta nowa formuła otwarcia ważnych spraw Elbląga musi poprzedzać dokładny audyt obecnego stanu miasta. Zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację w elbląskich spółkach komunalnych, które są własnością nas wszystkich, elblążan – nie prezesów czy polityków. To przecież majątek elblążan. Mam takie przekonanie, podobnie zresztą jak spora część elblążan, że dziś władze naszego miasta, nie stosują tej zasady jawności i przejrzystości w sprawach gospodarczych Elbląga. Przykład tego mamy jeśli chodzi o sytuację w EPEC czy MPO. Dowiadujemy się o istniejącym problemie już po fakcie. Uważam, że spółki miejskie powinny zostać uwłaszczone przez elblążan, którzy będą zainteresowani zakupem akcji elbląskich firm. W takim kierunku właśnie powinny zmierzać działania naprawcze dla tych przedsiębiorstw.

Ogromnym potencjałem naszego miasta, niestety dotychczas niewykorzystanym, jest walor lokalizacyjny Elbląga, który wiem jak go wykorzystać. Podstawą każdego zdrowego miasta jest też rozwinięta mała i średnia przedsiębiorczość. Nie godzę się, by elblążanie byli tylko tanią siłą roboczą skazaną na niewspółmierne do wykonywanej pracy wynagrodzenie. Ja nie poczytuje sobie za powód do dumy, że Elbląg jest miastem Biedronek i Żabek! W budowaniu nowego obrazu Elbląga i godnego i dostatniejszego życia elblążan winna być stosowana zasada Stowarzyszenia AWA „nieważne skąd przychodzisz, ważne, co chcesz z nami robić” . Winna być obywatelska koalicja wszystkich elblążan, którym chce się chcieć zmieniać oblicze Elbląga na lepsze! Wierzę , że tak się stanie!

„Elbląg od Nowa”, to przede wszystkim także inny rodzaj dbałości o pieniądz publiczny, należących do elblążan. Gospodarz naszego miasta nie może pozwalać na to, aby dzięki tym publicznym środkom bogacił się obcy bank? Przecież elblążanie nie mają z tego żadnych profitów, mają od swoich pieniędzy koszta. Dlatego zaproponowałem już jakiś czas temu ideę utworzenia Elbląskiego Banku Komunalnego, który nie tylko zarządzałby publicznymi środkami finansowymi, ale również wspierałby rozwój naszego miasta. Bank Komunalny to również odpowiedź na stałe zadłużanie się naszego miasta. Moje działania przyniosłyby pozytywny skutek w postaci oddłużenia miasta w przeciągu kilku lat, na pewno w czasie jednej kadencji samorządu miasta.

Wróćmy do sprawy związanej z EPEC. Radny Ryszard Klim wskazuje, że ta spółka to modelowy przykład działania w naszym mieście układu polityczno-spółkowego i skoku polityków na komunalne mienie. Jak Pan to ocenia? Równie surowo jak radny Klim?

– Już o tym wcześniej wspominałem. Partie polityczne są zainteresowane podziałem łupów, ich konsumpcją, zaspokajaniem potrzeb swojej elity i członków. Tak właśnie wygląda to także na przykładzie spółki EPEC. Mamy w Elblągu układ polityczno-biznesowy. Zgadzam się więc z oceną radnego Ryszarda Klima, który nie tyle surowo, co bardzo trzeźwo i obiektywnie na to wszystko patrzy. Myślę, że gdybyśmy mieli więcej takich radnych, jak Ryszard Klim moglibyśmy coś dobrego w mieście budować.

Krytykował Pan posła Jerzego Wilka za jego zaangażowanie w przejęcie przez prywatną spółkę stoczni rzecznej, o którą walczył również elbląski Port. Jerzy Wilk, w Pana ocenie, jawi się często jako „modus operandi” pewnej elbląskiej patologii.

Jest wiele niejasnych sytuacji w działalności politycznej Jerzego Wilka. Począwszy od sprawy stoczni rzecznej, gdzie Wilk sprzyjał prywatnej spółce zamiast pomagać elbląskiemu Portowi, czy też jeżeli chodzi o MPO. Proszę też zauważyć, że to Jerzy Wilk wprowadził do naszej lokalnej polityki element brutalizacji walki politycznej. Słynne „taśmy Wilka” to przecież zapis obelżywych, obraźliwych, kpiących wypowiedzi tego polityka o innych ludziach. A gdzie wzajemny szacunek, powaga, rozsądek, który powinien przyświecać politykowi w każdej sytuacji? Ponadto, jak dobrze wiemy, za atakami medialnymi na byłego prezydenta Grzegorza Nowaczyka oraz PO stał właśnie Jerzy Wilk, który pewnemu „usłużnemu dziennikarzowi” zlecał przygotowywanie konkretnych publikacji. Teraz również w otoczeniu Jerzego Wilka jest osoba, no powiedzmy delikatnie ….. wątpliwej reputacji. Pan Wilk wie doskonale o kim mówię. Również teraz obserwuję wzmożoną aktywność Jerzego Wilka i zastanawiam się czy ten nieobliczalny polityk, będzie chciał znów doprowadzić do referendum w mieście tylko po to, aby odzyskać władzę. Proszę zobaczyć, że Wilk w Sejmie nic nie znaczy, nic nie może. Siedzi w odległych ławach Sejmu. Nie wypowiada się w mediach. Jest zwykłym, szeregowym posłem. Więc jego uwaga i działania znów krążą wokół destrukcji elbląskiego samorządu. To Jerzy Wilk także po raz pierwszy publicznie w Elblągu podzielił ludzi na tych dobrych i tych złych, z jego czarnej listy. To bardzo destrukcyjny polityk, który zamiast tworzyć i budować, dzieli i niszczy. Sam zresztą również doświadczyłem tej jego haniebnej działalności na mojej osobie.

Jak Pan ocenia jakość elbląskiej klasy politycznej? Nie da się ukryć, że jest jednak dość słaba, bez przełożenia na sprawy do załatwienia w rządzie czy w odpowiednich ministerstwach.

– Nie mamy żadnej elbląskiej klasy politycznej, a mówiąc dokładniej elbląscy politycy nie mają żadnej klasy. Liczy się dla nich interes partyjny i osobisty. Są w stanie opluć każdego przeciwnika, zwykle sięgając po „pseudodziennikarza”, który usłużnie wykona zlecenie polityczne – nagra kogoś, zmontuje taśmy, zmanipuluje wypowiedzi. Elbląscy parlamentarzyści, poza posłem Leonardem Krasulskim z PiS – u, nie liczą się w Warszawie. Nasz głos nie jest słyszany w kręgach rządowych. Nie mamy żadnego przebicia naszych spraw. To naprawdę przygnębiające, że po 25-latach Elbląg nie ma żadnego znaczącego na arenie krajowej polityka.

Krytykuje Pan również zachowanie elbląskich dziennikarzy. Co Panu się nie podoba w funkcjonowaniu mediów lokalnych?

– Pozycja „na kolanach” przed każdą władzą. To pokazuje właśnie jakiej klasy mamy w Elblągu media. Tu dziennikarze unikają trudnych tematów, aby władzy nie podpaść. Bo wtedy skończy się strumień publicznych pieniędzy. Dziennikarze nie analizują obecnej sytuacji, nie dociekają prawdy, nie zadają trudnych pytań. Spolegliwie jedynie odtwarzają słowa polityków, nie wnikając czy mówią oni prawdę czy plotą bzdury i manipulują faktami. Zresztą sami dziennikarze z mediów, które nie cieszą się zaufaniem obecnej władzy pisali o sprawie patronatów medialnych. Obecny prezydent lubi klakierów medialnych – oni dostają patronaty medialne i zlecenia publikacji informacji urzędowych. Proszę zobaczyć to na przykładzie sprawy pobicia chłopca z Domu Dziecka w Orkuszu. Kto o tej drażliwej sprawie informował? Tylko elblag24.pl i fakty.elblag.pl. Reszta mediów milczy. To dość wymowne, prawda? Boją się zadrzeć z władzą miasta, a nawet z dyrektor Domu Dziecka? To chore.

– Pan miał swoje pomysły na rozwój elbląskich spółek komunalnych. Czy te projekty są aktualne? Jak Pan zmieniłby funkcjonowanie tych miejskich przedsiębiorstw?

– Mam swoje projekty, realne do sfinansowania i wdrożenia, które pozwoliłyby na uzdrowienie spółek komunalnych w naszym mieście i uczynienia z nich podmiotów, które będą przynosiły konkretne dochody. Pan prezydent wielokrotnie otrzymywał ode mnie propozycje współpracy. Jednak Pan prezydent milczy.

Co z Pana projektami – Modrzewiną Północ, bankiem komunalnym, Parkiem Dolinka. Wielu elblążan ciągle nie może znieść ciągłej dewastacji miasta – zrujnowanego basenu odkrytego czy zniszczonego amfiteatru na Dolince.

– To wprost nieprawdopodobne, że osoby odpowiedzialne za zrujnowanie Elbląga w ciągu ostatnich 25-ciu lat nadal zasiadają w Radzie Miasta Elbląga, sprawują władzę w mieście, są parlamentarzystami czy senatorami. Obecny obraz basenu odkrytego i amfiteatru w Parku Dolinka to wymowny przykład tej ruiny i patologii, jaka toczy od wielu lat Elbląg. Myślę, że hasło: „Elbląg w ruinie” dobrze oddaje to, co w mieście ciągle się dzieje. Nie wystarczy wybudować Centrum Rekreacji Wodnej, aby uszczęśliwić elblążan. Trzeba dać im miejsca pracy, mieszkania, nadzieję, dumę z mieszkania w tym mieście, miejsce do rozrywki i rekreacji. Trzeba zatrzymać postępujący exodus mieszkańców miasta za pracą, chlebem i mieszkaniem. To szok, że większość młodych elblążan marzy, aby po maturze wyjechać z miasta i już tu nie wrócić. To trzeba zmienić i to szybko, bo za kilka lat staniemy się faktycznie miastem emerytów i rencistów. Te zmiany gwarantują moje ogłoszone publicznie projekty. Prezydent je otrzymał jako forma propozycji współpracy. Prezydent nadal milczy. Widocznie nie jestem swój, z układu…

– W czasie kampanii wyborczej był Pan atakowany przez media w naszym mieście. Nawet sztab wyborczy jednej z partii posunął się do tego, by wytworzyć na Pana tzw. haki i w czasie kampanii medialnie je wykorzystać przeciwko Panu. Mam wrażenie, że generalnie jest Pan jednym z najbardziej atakowanych działaczy politycznych w naszym mieście.

– Powiem, że te ataki mnie bardzo zdziwiły i zasmuciły. Ja nigdy nikogo nie atakowałem w Elblągu. Chciałem rzeczowej, opartej na argumentach debaty o sprawach ważnych dla miasta. Zamiast tego zbierano na mnie „haki”, prowokowano, oczerniano, atakowano, wyśmiewano, przekręcano moje słowa. Widocznie układ uznał, że jestem groźny. Wiem też, że szef sztabu wyborczego Platformy Obywatelskiej w ostatnich wyborach samorządowych w cichym porozumieniu z przedstawicielem innej partii próbowali zbierać tzw. haki na moją osobę. Jednak w tym wypadku nawet posunięto się do szantażu finansowego wobec mnie…To jednak pokazuje, jak bardzo się mnie obawiano w kampanii wyborczej i jak chciano mnie zniszczyć.

Jak dalej potoczą się losy naszego miasta? Czy aktywnie weźmie Pan udział w „naprawianiu Elbląga”, jak Pan deklarował w czasie ostatniej kampanii wyborczej?

– Jeśli Pan mnie pyta, czy mam ambicje polityczne i chcę zostać prezydentem miasta czy radnym, to odpowiadam, że nie! Dość! Wystarczy! Nie mam zamiaru kandydować do samorządu na żadne stanowisko. Natomiast nadal zależy mi na mieście i na elblążanach. Elbląg kocham od 1970 roku. Pewne procesy biznesowe już zacząłem realizować, pewne sprawy są w toku. Jednak za wcześnie, aby o tym jeszcze mówić, by znów nie zostać wykpionym przez usłużnych politycznie dziennikarzy na zlecenie, jak mawia radny Ryszard Klim „ciepłego układu” w Elblągu.

– W takiej sytuacji, kto powinien naprawić Elbląg ?

Uważam, że dzisiaj temu miastu potrzebny jest  człowiek, który będąc gospodarzem, będzie wizjonerem i jednocześnie przywódcą, potrafi ludzi porwać. Ktoś,  kto powie o swoich zamierzeniach i porwie elblążan jasnym postawieniem sprawy, swoją wiedzą i umiejętnością budowy dobra wspólnego elblążan. Tego nam potrzeba, czyli gospodarza z wiedzą i wizją oraz z umiejętnościami. Potrzeba też Elblągowi nowej Rady Miasta, która składałaby się z kreatywnych trzydziesto-czterdziestolatków.
Samorząd,  to dobrodziejstwo,  jeżeli potrafimy z niego skorzystać.  To droga do rozwoju lokalnej społeczności i godnego życia jej mieszkańców,  pod warunkiem, że przewodzą  ludzie kompetentni, posiadający wiedzę  i cechujący się rzetelnością  i uczciwością w działaniu.  Dzisiaj uważam, że elblążanie są już przekonani,  iż czas najwyższy, by  ludzie mądrzy i odważni, posiadających wiedzę  i kompetencje rządzili  Elblągiem, by chciało się  w nim żyć.

– Dziękuję za rozmowę.

http://edmund-szwed.com.pl