Edmund Szwed: Wieloletnie zaniedbania przyczyną chaosu w elbląskiej oświacie

Warto pamiętać, że odpowiednia edukacja młodych elblążan to nasza najlepsza inwestycja w przyszłość miasta.

Wróciwszy do Elbląga po miesięcznej nieobecności, zobaczyłem panujący dzisiaj chaos informacyjny, w szczególności w elbląskiej edukacji.  Strach nauczycieli przed utratą pracy. Zaniepokojenie uczniów i ich rodziców, którzy nie chcą przenosin do innych szkół. To właśnie efekt wieloletnich zaniedbań kolejnych ekip rządzących miastem. Każdy z kolejnych prezydentów Elbląga  bał się, i nie potrafił zreformować oświaty w naszym mieście.

To, co dzieje się obecnie wokół elbląskiej oświaty nie służy dobrze nikomu.

Nauczyciele są wystraszeni, a hasło reforma czy reorganizacja brzmi dla nich, jak redukcja zatrudnienia. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Cały czas bowiem nauczyciele słyszą o niżu demograficznym i potężnych wydatkach na oświatę, które cały czas nadmiernie drenują elbląski budżet. Uczniowie czują niepokój, ponieważ słyszą, że całe klasy będą przenoszone ze szkoły do szkoły. Urzędnicy cały czas zaś mówią o potrzebie zmian i redukcji nadmiernych wydatków na edukację.

Oświata i wydatki pochodne stanowią faktycznie lwią część elbląskiego budżetu na każdy rok.

Tymczasem problem nie jest nowy i nie wiadomo dlaczego budzi teraz zdziwienie wśród lokalnych samorządowców. Uważam, że pierwsze działania należało przewidzieć  jeszcze za rządów prezydenta Henryka Słoniny, by nie nabrzmiewał za czasów kolejnych włodarzy. Grzegorzowi Nowaczykowi  zabrakło zdolności widzenia elbląskiej oświaty w dłuższej perspektywie, by zapobiec nadchodzącym w niej problemom. Jego następca, Jerzy  Wilk  zupełnie nie rozumiał rzeczywistych jej potrzeb, co skutkowało tym, że zamiast pomagać, szkodził.

Od 2007 r. obserwujemy stały spadek liczby uczniów w naszych szkołach.

Od tego momentu ubyło aż 4303 uczniów. Nie zmieniła się natomiast, a nawet wzrosła, liczba zatrudnionych nauczycieli. Aktualnie  w elbląskich szkołach pracuje 2235 nauczycieli oraz 895 pracowników oświaty.

Prezydenci miasta: Grzegorz Nowaczyk oraz Jerzy Wilk  musieli widzieć narastający problem, lecz nic z tym problemem nie zrobili. Wiele wskazuje na to, że czynili to z braku pomysłu na reformę finansowania oświaty w Elblągu, oraz strachu przed ogromną ilością nauczycieli, ich rodzin oraz uczniów z rodzicami, którzy stanowią ważną część elbląskiego elektoratu wyborczego.

Wieloletnie zaniechania

Dzisiejsze turbulencje w elbląskiej edukacji są skutkiem wielkiego zaniechania w tej sprawie Marka Pruszaka, byłego  wiceprezydent miasta i wieloletniego pracownika elbląskiej oświaty. Razem z Jerzym Wilkiem doskonale zdawali sobie przecież sprawę z tego, co się dzieje w elbląskiej edukacji. Jednak ze strachu przed nadciągającymi wyborami nie zrobili nic, aby to zmienić. Odsunęli problem w czasie, by dziś Marek Pruszak,  z charakterystyczną dla siebie dozą cynizmu, mógł występować jako obrońca elbląskich pracowników oświaty. Mówi o potrzebie debat, głębokich analiz sytuacji, bacznemu  przyglądaniu się działaniom prezydenta Wróblewskiego. Marek Pruszak, jako wiceprezydent miasta odpowiedzialny za oświatę w Elblągu, kiedy  można było zapobiec dzisiejszemu „trzęsieniu ziemi”  niestety nie zrobił nic, aby temu  problemowi  zapobiec. Jego wina zaniechania jest więc olbrzymia. To przecież nie kto inny, jak Jerzy Wilk i Marek Pruszak konstruowali aktualnie obowiązujący budżet miasta, z którego zrodziły się dzisiejsze problemy.

Teraz ten problem spadł na barki, prezydenta Witolda Wróblewskiego, czyniąc z Niego bardziej ofiarę, a nie sprawcę.

Tu jednak również nie widać jakiegokolwiek pomysłu na zmianę sposobu finansowania elbląskiej edukacji, a jedynie chęć wprowadzenia redukcji zatrudnienia w placówkach oświatowych, osłabienie silnych szkół i wsparcie tych placówek edukacyjnych, które sobie na rynku edukacyjnym po prostu nie radzą.

Niż demograficzny, i co za tym idzie malejąca liczba uczniów odbija się gorzko na kondycji budżetu miasta. Bowiem to właśnie miasto musi także łożyć na każdego ucznia. To powoduje, że w Elblągu stawka dopłaty na jednego ucznia jest niemal dwukrotnie większa, niż w innych miastach o podobnej wielkości i wynosi 3600 zł rocznie na każdego ucznia.

Niż demograficzny to szansa

Chcę podkreślić wyraźnie. Niż demograficzny nie jest jednak żadną przesłanką do redukcji zatrudnienia wśród elbląskich nauczycieli. To szansa, wręcz okoliczność sprzyjająca podniesienia  na wyższy poziom jakość  edukacji młodych elblążan. Jak bowiem wiadomo, w mniejszych ilościowo klasach nauczyciel może lepiej wykonać swoją pracę, niż w przepełnionych oddziałach. To więc dobra, naturalna tendencja, którą obserwujemy w całym kraju. Tendencja ta zresztą minie za kilka lat.

Zwracam natomiast uwagę na główną przyczynę obecnej zapaści finansowej elbląskiej oświaty.   Tkwi  ona w nieodpowiedzialnej  dywersyfikacji środków finansowych na elbląską oświatę. Marnotrawione są  także środki finansowe przez władze Miasta poprzez dokładanie rocznie kilkanaście milionów złotych na funkcjonowanie niektórych obiektów sportowych i nie tylko, które to podmioty mogłyby  przynajmniej mieć zerowy wynik finansowy, gdyby tylko były dobrze zarządzane. Środki wydatkowane na ich funkcjonowanie można by przeznaczyć na finansowanie naszej oświaty. Jeśli bowiem  środki pieniężne, jakie wydajemy rocznie na funkcjonowanie tych podmiotów przeznaczymy na finansowanie nauczycieli w mieście, okaże się, że możemy na każdego nauczyciela (jest ich obecnie w Elblągu 2235) przeznaczyć około 6000 zł. To zakończyłoby na pewno dyskusję o braku środków finansowych na elbląską oświatę.

Jak z tego problemu wyjść?

Na koniec tej próby zilustrowania aktualnego, niestety fatalnego stanu finansów elbląskiej oświaty i  jego przyczyn,  proponuję także rozważenie  wprowadzenia w życie zmian, które pozytywnie mogłyby wpłynąć  na funkcjonowanie  i jakość elbląskiej edukacji:

  1. Zmniejszenie liczebności klas do max 20 uczniów, co podniesie jakość kształcenia (teraz jest tak, że w niektórych klasach i szkołach jest po 38 osób w jednej klasie),
  2. Weryfikacja uprawnień nauczycieli wg posiadanych kwalifikacji i stażu, a nie wg uznaniowości dyrektorów,
  3. Wprowadzenie badania opinii wśród uczniów (stopień zadowolenia?) – czyli weryfikacja byłaby oddolna,
  4. Wprowadzenie kadencyjności stanowisk dyrektorskich i wicedyrektorskich, by nie dochodziło do „zasiedzeń folwarków”, przewietrzenie dobrze robi każdej organizacji,
  5. Przeprowadzanie konkursów na dyrektorów wg rzetelnych zasad, a nie „swoich” – naznaczonych, wybranych już przed konkursem,
  6. Wprowadzenie kontroli środków, które „idą za uczniem” do placówek niepublicznych, takich jak Żak, Cosinus i innych., które partycypują w budżecie oświatowym, a czy faktycznie mają tylu uczniów w klasach, co widnieje na listach?
  7. Propozycje dla nauczycieli skorzystania z przywileju  odejścia  na emeryturę (co również ułatwi weryfikację w polityce zatrudnienia).

Edmund Szwed